PECM 2009 Grecja

Katarinka
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 949
Rejestracja: 13-11-04, 18:25
Lokalizacja: ...
Kontakt:

PECM 2009 Grecja

Postautor: Katarinka » 19-09-09, 23:27

Grecy to ludzie czerpiący radość ze wszystkiego co ich otacza, żadna siła nie jest ich w stanie pozbawić wielkiej radości życia i korzystania z jego dobroci jak najwięcej. Ich filozofią jest spokój, brak pośpiechu i dużo, dużo zabawy.
Jeżeli się z Grekami umawiacie na konkretną godzinę to zapomnijcie i dorzućcie jeszcze 2 dodatkowe godziny bo oni nigdy się nie wyrabiają na czas.

Tegoroczny Europejski Zlot Toyoty Celicy odbywał się własnie w Grecji na torze w Serres. Pogoda dopisała, samochodów tez było sporo, choć nie tyle co w organizowanym 2 lata temu zlocie. Cóż mogę napisać przede wszystkim to, że mała grupka „naszych” wybrała się w długą i ciekawą podróż do kraju Zeusa. Podróż miała przebiegać dwoma trasami – jedną pojechaliśmy my czyli Robert i ja, a drugą pozostali podróżnicy, którym pilotował TomPoz.
Nasza trasa prowadziła przez Słowację, Austrię i Włochy gdzie oczekiwał na nas prom do Grecji. TomPoz z grupą jechali przez Słowację, Węgry, Serbię i Bułgarię.
Do celu, czyli do hotelu w Serres, dotarliśmy w odstępie 5 minut (1800km, dwa dni jazdy, prom, zwiedzanie Budapesztu….)
Rywalizacja sportowa rozpoczęła się na następny dzień na torze samochodowym przy 40 stopniowym upale. Na takim torze nasze celinki jeszcze nie były i to powodowało dodatkowy dopływ adrenaliny u każdego z zawodników. Co ciekawe po trwającej blisko 6 godzin zabawie głównymi upalaczami na torze okazali się Polacy. Cóż jesteśmy w końcu wytrwałym narodem i w każdym klimacie radzimy sobie znakomicie.
Po rywalizacji sportowej przyszedł czas na grupowe zdjęcie i tu znów wdarł się sielski nastrój naszych gospodarzy, bez pośpiechu, zbędnych komend do zdjęcia ustawiali nas hmm... 2 godziny.

Ponieważ Grecja to piękny i słoneczny kraj jak tradycja każe cała grupa zlotowiczów powędrowała na Chalkidiki do nowego hotelu i na dwa dni zasłużonego odpoczynku wśród piasku, słonej wody i kolorowych drinków z parasolkami. W trakcie naszego pobytu poznaliśmy też grecką kuchnię, zwyczaje i gościnność. Niektórzy z nas powędrowali wąskimi serpentynami dróg w poszukiwaniu bizantyjskich ruin, klasztorów wyrastających na szczytach obłych skał oraz urokliwych małych miejscowości gdzie „diabeł mówi dobranoc”.
Podziwialiśmy też piękne zachody słońca oraz opowieści Dimitrisa - człowieka, któremu narzucone prawo i obyczaje nie pozwoliły przyjechać celiką.

Do domu wracaliśmy już wszyscy razem pokonując 1100 km w ciągu jednego dnia.
Wiecie co i ani razu nikt nas nie zatrzymał do kontroli drogowej. Zarówno Serbia jak i Bułgaria okazały się krajami, przez które z rozsądkiem można podróżować.
No cóż fajnie było ale się szybko skończyło, pozostały wspomnienia oraz TA skromna galeryjka naszych zdjęć, do której serdecznie zapraszam.
... bim bam bom ... it's Beams, that's all.